W praktyce karnej wciąż pokutuje groźne uproszczenie: skoro oskarżony chce dobrowolnie poddać się karze, prokurator się zgadza, a pokrzywdzony nie protestuje, to sąd powinien taki układ po prostu zatwierdzić. To myślenie jest błędne. Sąd nie pełni w tym trybie roli biernego rejestratora procesowego kompromisu, lecz organu, który ma obowiązek sprawdzić, czy porozumienie stron mieści się w granicach prawa. Jeżeli nie mieści się — musi odmówić jego akceptacji. Właśnie taki kierunek potwierdził Sąd Najwyższy w sprawie oznaczonej sygnaturą III KK 666/25, przypominając, że zgoda uczestników postępowania nie legalizuje kary sprzecznej z ustawą.
Sprawa dotyczyła oskarżonego, któremu zarzucono znieważenie funkcjonariuszy Policji oraz naruszenie nietykalności cielesnej jednego z nich. W toku postępowania złożono wniosek o wydanie wyroku skazującego bez przeprowadzania pełnej rozprawy, czyli w trybie art. 387 k.p.k. Problem polegał na tym, że propozycja kary za czyn z art. 222 § 1 k.k. została ukształtowana poniżej dolnej granicy wynikającej z prawa materialnego. A to oznacza, że sąd nie miał prawa jej zaakceptować tylko dlatego, że wszystkim procesowo było z tym wygodnie. Sam fakt, że sprawa o sygnaturze III KK 666/25 była rozpoznawana przez Sąd Najwyższy 26 lutego 2026 r., wynika z oficjalnej wokandy SN.
Dobrowolne poddanie się karze nie działa automatycznie
Instytucja z art. 387 § 1 i 2 k.p.k. nie jest prywatnym układem stron, lecz szczególnym trybem skazania, który może być zastosowany tylko wtedy, gdy sąd stwierdzi, że spełnione są wszystkie przesłanki ustawowe. Przepis wyraźnie wymaga, by okoliczności popełnienia przestępstwa i wina nie budziły wątpliwości, a cele postępowania zostały osiągnięte mimo rezygnacji z pełnego postępowania dowodowego. Z tego wynika rzecz podstawowa: sąd ma obowiązek badać nie tylko zgodę stron, ale także legalność samej propozycji kary i jej zgodność z prawem materialnym.
Właśnie tutaj kończy się swoboda oskarżonego, prokuratora i pokrzywdzonego. Ich stanowiska mają znaczenie procesowe, ale nie mogą wyłączyć obowiązku sądu do stosowania ustawy. Jeżeli wniosek z art. 387 k.p.k. przewiduje karę niemożliwą do orzeczenia w świetle kodeksu karnego, to sąd nie powinien go uwzględniać. Powinien albo doprowadzić do poprawienia wniosku, albo skierować sprawę do rozpoznania na zasadach ogólnych. To nie jest wybór dobrej woli, tylko obowiązek wynikający z istoty orzekania.
W tej sprawie problemem była niezgodna z ustawą grzywna
Sedno wadliwości wniosku dotyczyło relacji między art. 222 § 1 k.k. a art. 33 § 1a pkt 3 k.k. Naruszenie nietykalności funkcjonariusza publicznego jest zagrożone grzywną, karą ograniczenia wolności albo karą pozbawienia wolności do 3 lat. Skoro więc ustawodawca przewidział alternatywnie grzywnę oraz karę pozbawienia wolności przekraczającą 2 lata, zastosowanie znajduje właśnie art. 33 § 1a pkt 3 k.k., który stanowi, że taka grzywna nie może być niższa niż 150 stawek dziennych. To oznacza, że propozycja grzywny w wysokości 50 stawek dziennych była od początku prawnie wadliwa.
Wadliwość nie kończyła się zresztą na karze jednostkowej. Skoro jedna z kar jednostkowych musiała wynosić co najmniej 150 stawek dziennych, to również kara łączna nie mogła zostać ukształtowana poniżej poziomu wynikającego z art. 86 § 1 k.k. Ten przepis przewiduje, że kara łączna musi mieścić się między najwyższą z kar jednostkowych a ich sumą. Nie sposób więc legalnie zbudować kary łącznej grzywny w wymiarze niższym niż kara jednostkowa, która sama powinna zaczynać się od 150 stawek dziennych. Innymi słowy, raz popełniony błąd materialnoprawny automatycznie zatruwa całe dalsze rozstrzygnięcie karne.
Zgoda prokuratora i brak sprzeciwu pokrzywdzonego to za mało
W praktyce bardzo często to właśnie ten etap bywa źle rozumiany. Owszem, uwzględnienie wniosku z art. 387 k.p.k. jest możliwe tylko wtedy, gdy prokurator wyraża zgodę, a należycie powiadomiony pokrzywdzony nie zgłasza sprzeciwu. Ale te warunki mają charakter dodatkowy, a nie decydujący. Nie tworzą one dla sądu obowiązku wydania wyroku zgodnego z treścią porozumienia. Sąd nadal musi sprawdzić, czy proponowane rozstrzygnięcie:
po pierwsze — odpowiada faktom,
po drugie — realizuje cele postępowania,
po trzecie — pozostaje zgodne z ustawą.
Jeżeli którykolwiek z tych elementów odpada, sąd nie powinien iść za wolą stron. Właśnie dlatego zgoda prokuratora nie legalizuje kary poniżej ustawowego minimum, a brak sprzeciwu pokrzywdzonego nie wyłącza obowiązku sądu do obrony porządku prawnego.
Sąd ma kontrolować porozumienie, a nie je mechanicznie zatwierdzać
To najważniejszy praktyczny sens tego rozstrzygnięcia. Tryby konsensualne w postępowaniu karnym służą przyspieszeniu sprawy, ale nie służą obchodzeniu kodeksu karnego. Nie można z nich robić narzędzia do „uzgodnienia” wyroku, którego ustawa nie dopuszcza. Jeżeli kara schodzi poniżej dolnej granicy zagrożenia, a sąd nie stosuje nadzwyczajnego złagodzenia kary ani innej szczególnej podstawy materialnoprawnej, to wydaje wyrok obarczony rażącym naruszeniem prawa. Taki wyrok nie broni się dlatego, że strony były zgodne. Wręcz przeciwnie — zgodność stron w takiej sytuacji ujawnia jedynie, że wszyscy uczestnicy porozumienia przeoczyli granice wyznaczone przez ustawę.
W tym sensie Sąd Najwyższy przypomniał rzecz elementarną, ale dziś coraz częściej ignorowaną: w procesie karnym nie wszystko wolno uzgodnić. Porozumienie procesowe działa tylko w ramach prawa. Poza nimi nie jest kompromisem, lecz wadliwością.
Dlaczego to orzeczenie ma znaczenie szersze niż jedna sprawa
Sprawa III KK 666/25 jest ważna nie dlatego, że dotyczy akurat naruszenia nietykalności funkcjonariusza, lecz dlatego, że porządkuje sposób myślenia o art. 387 k.p.k. W obrocie procesowym ten przepis bywa traktowany zbyt pragmatycznie: skoro można szybciej zakończyć sprawę i wszyscy się godzą, to po co komplikować. Tyle że sąd nie jest po to, by usprawniać statystykę kosztem legalności wyroku. Jest po to, by orzeczenie było zgodne z prawem. Nawet wtedy, gdy żadna ze stron nie dostrzega problemu albo nie chce go dostrzec.
To szczególnie ważne dla obrońców i prokuratorów. Obrońca, który składa wniosek o dobrowolne poddanie się karze, musi patrzeć nie tylko na atrakcyjność propozycji dla klienta, ale też na jej bezwzględną zgodność z prawem materialnym. Prokurator, który taki wniosek akceptuje, nie może ograniczać się do czystej kalkulacji procesowej. A sąd, który taki wniosek dostaje, nie może zasłaniać się zgodą uczestników. Jeśli rozstrzygnięcie jest nielegalne, trzeba to zatrzymać przed wydaniem wyroku, a nie dopiero po kasacji.
Wniosek
Dobrowolne poddanie się karze nie jest prawem do dowolnego wyroku. Jest wyjątkiem od pełnej rozprawy, ale wyjątkiem ściśle kontrolowanym przez sąd. Gdy propozycja kary jest sprzeczna z ustawą, konsensus procesowy nie ma mocy uzdrawiającej. Sąd nie może wówczas powiedzieć: „strony chciały, więc zatwierdzam”. Musi powiedzieć: „ustawa na to nie pozwala”. I właśnie dlatego rozstrzygnięcie w sprawie III KK 666/25 trzeba czytać jako ważne przypomnienie, że w procesie karnym najpierw obowiązuje prawo, a dopiero potem porozumienie uczestników.
📌Potrzebujesz pomocy prawnej? Skontaktuj się z nami
Każda sprawa prawna – nawet pozornie prosta – może kryć w sobie istotne ryzyka, o których łatwo zapomnieć bez specjalistycznej wiedzy. Przepisy często są niejednoznaczne, a ich interpretacja zależy od konkretnego stanu faktycznego, dotychczasowego orzecznictwa oraz przyjętej strategii procesowej.
Zanim podejmiesz jakiekolwiek kroki, warto skonsultować się z doświadczonym prawnikiem. Przeanalizujemy Twoją sytuację, wskażemy realne możliwości działania oraz pomożemy wybrać rozwiązanie najlepiej dopasowane do Twojego przypadku. Nasi eksperci z i Kancelarii Prawnej „Prawnik Warszawa” wielokrotnie wspierali osoby, które uważały, że znajdują się w sytuacji bez wyjścia.
📞 665-444-245
📧 kontakt@prawnikwaw.com
Nie odkładaj decyzji na później – napisz lub zadzwoń już dziś. Pierwszym krokiem do rozwiązania problemu prawnego jest rozmowa z prawnikiem, który rzetelnie oceni Twoją sprawę.
🔹 Publikacja została przygotowana na podstawie aktualnego stanu prawnego i orzecznictwa przez ekspertów z Kancelarii Prawnej „Prawnik Warszawa”. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości zalecamy indywidualną konsultację z prawnikiem.
